|
Spotkania z Zabytkami -
sierpień 1997


Numer sierpniowy chrakteryzuje się złą jakością
zdjęć. Ale za to kilkoma artykułami trafia bezbłędnie w miejsca, które
odwiedziłem w te wakacje. To miło ze strony Redakcji!

 |
"Malarze Kwiatów"
to artykuł Ireny Wasilewskiej, który muszę, z ciężkim sercem,
skrytykować za płytkość i naginanie do z góry ustalonej tezy. Kwiaty
są naturalnym tematem dla twórców "od zawsze". Rozważania
typu "dlaczego" przypominają pytania dziecka, które nie
oczekuje odpowiedzi, a chce jedynie usłyszeć swój głos. Natomiast miałkość
artykułu nie pozwala na potraktowanie tych rozważań w kategoriach
filozoficznych.
W skrócie: chodzi o to, że kwiaty kiedyś
traktowane były jako symbole i alegorie, później stały się tylko
ornamentem, a teraz straciły swoją rangę wśród tematów malarskich,
rzeźbiarskich i zdobniczych i stoczyły się do rangi kiczowatych obrazków
niedzielnych artystów-amatorów. |

|

|
"Kamienne Kręgi" to
nazwa cmentarzyska Gotów w Odrach na Kaszubach. Właśnie stamtąd
wracam, więc mogę Was zapewnić, że TO ROBI WRAŻENIE! Artkuł T.
Baranowskiego i L. Gajewskiego opowiada o śladach wędrówki Gotów przez
ziemie dzisiejszej Polski. A ślady w Odrach są najbardziej imponujące.
Jest to cmentarzysko z II-III wieku n.e. z okazałymi kurchanami i
koliskami ułożonymi z dużych kamieni. Nie jest to skala Stonehenge, ale
atmosfera na pewno łączy te dwa miejsca. Wykopano tam sporo ciekawych
rzeczy. Drugie takie miejsce to Węsiory
(gdańskie). Interesujący też jest wątek nazistowski: Goebels i koledzy
uznali, że obecność germańską na Słowiańszczyźnie należy jakoś
upamiętnić i otoczyli teren ogrodzeniem zapobiegając zniszczeniom.
Odbywały się tutaj uroczystości hitlerowskie w rodzaju capstrzyków
Hitlerjugend. |
 |

|
Smutne o rozważania o losie
wiatraków snuje M. Wróblewski w artykule pod takim właśnie tytułem. Z
roku na rok jest coraz mniej holendrów, paltraków, koźlaków, przy całkowitej
obojętności konserwatorów zabytków i innych władz. Właściciele
pozbywają się kłopotu rozbierając je na opał. Najnowszy przykład -
wiatrak kozłowy, którego bezkutecznie poszukiwałem w Niemirowie nad
Bugiem (białostoskie). W przewodniku z 1994 roku figuruje nawet jego
rysunek - co z tego skoro chłop rozebrał go na kawałki w zeszłym roku!
To samo w Minkowcach i wielu innych miejscowościach. Schronienie dają im
tylko skanseny, ale ile wiatraków może być w skansenie? W Olszynku na
przykład jest ich cztery. Więcej o wiatrakach w na stroniczce poświęconej
skansenom. |

 |
Zachwyty nad Pułtuskiem T. Dwernickiego są w pełni
uzasadnione. Fajne miasteczko, niedaleko od Warszawy i na dodatek bez
kompleksu przedmieścia metropolii, na który cierpi tyle miast. Osada
targowa z VII wieku, gród obronny nękany napadami Jaćwingów, Litwinów
i Prusów, wreszcie miasto biskupów płockich. Piękny wydłużony rynek,
zamek biskupi, ratusz z gotycką wieżą, kolegiata, stary szpital,
resztki murów - to tylko niektóre atrakcje. Zawsze wstępuję tam wracając
z Mazur, objeżdżam rynek dookoła i daję się pochłonąć
niepowtarzalnej atmosferze, wskrzeszonej dzięki handlującym na rynku
turystom ze wschodu. A zamek, dzisiejszy Dom Polonii, to już inna
historia, powiew wielkiego świata... |

|

|
"Woskowe Tabliczki"
M. Szkiłądzia to tekst o tabliczkach do pisania zastępujących w średniowieczu
drogi pergamin. Drewniane, pociągnięte woskiem z żywicą, służyły do
wilekrotnego pisania rylcem tekstów kancelaryjnych czy szkolnych. Pełniły
rolę brudnopisów. Zachowały się w Toruniu, Legnicy i w Jaworze. Te
ostatnie (z lat 1374-1428) zawierają zapiski sądowe, jak na przykład:
"Także Nicze Helwigisdorf został zabity przez Hieronima Gama i są
akta i prawa, które w podanej sprawie zostały spisane." Użyto
tu czarnego wosku, a klonowe tabliczki połączone są paskami
pergaminowymi w rodzaj poliptyków. Mały również stronę tytułową -
patrz obrazek. |

|

|
Czy ktoś kiedyś policzy
straty Polski w wyniku Potopu? Straszna to była szarańcza! Gdzie człowiek
nie, pojedzie znajduje informację o zniszczeniach poczynionych przez
Szwedów - od Szczecina po Wołyń. Ale tym razem A. Sołtysówna pisze o
polonicach, które znalazły się w Szwecji w sposób pokojowy
("Leszczyńscy w Szwecji"). Mowa o portretach
niejakich Leszczyńskich, którzy znaleźli się tam na emigracji
politycznej po przegranej w 1709 roku wojnie Stanisława o tron
Rzeczypospolitej. W zamku Kristianstad przygarnął ich sojusznik w wojnie
północnej, Karol XII. Stanisław Leszczyński to w
ogóle postać raczej nieciekawa: podpisał traktat uzależniający Polskę
od Szwecji, a ponadto rozważał (już wtedy!) możliwość rozbioru
Polski. Według prof. Tazbira (lipcowy wykład na Zamku Królewskim)
wynika to jasno z jego zachowanej korespondencji. Wykazał się co prawda
jako znakomity adminstrator Lotaryngii, ale powyższe fakty raczej go
dyskwalifikują. Co prawda jego konkurencji Wettinowie nie byli więcej
warci.
Natomiast portety niczego sobie. Johann
Starbus, nadworny malarz szwedzki, wymalował samego Stanisława i jego
rodzinę w latach 1711-14. Szczególnie cenne w zamku Gripsholm są do
obejrzenia podobizny córek królewskich Marii (przyszłej żony Ludwika
XIV) i Anny oraz małżonki króla Katarzyny Opalińskiej. |

|

|
"Najstarszy
drewniany" kościół w Anglii pochodzi z VII wieku! P. Kubisztal
opsuje świątynię w Greensted w hrabstwie Essex jako kościół misyjny,
służący chrystianozacji Saksonów (Sasów) przybyłych tam w kolejnej
fali osiedleńczej z kontynentu.
W 845 roku dodano nawę, również
drewnianą (z pali dębowych), bez okien, nakrytą strzechą. Po Hastings
do roboty zabrali się Normanowie - dodali murowane prezbiterium,
przebudowane następnie w cegle w 1500 roku. Wieża pochodzi z początku
XVII wieku. Renowacja z lat 40-tych XIX wieku była raczej niefortunna.
Na przykościelnym cmentarzu znaleziono 52
średniowieczne groby. A co dwa lata kościół dekorowany jest ziołami z
okazjo festiwalu ziół. |

|

|
Zaginiony w 1940 roku kielich z Tyńca to temat artykułu
J. Paprockiej-Gajek. Jest to gotycki kielich mszalny z lat 1470-1480,
mierzący 21,7 cm wysokości, wykonany ze złoconego kutego srebra.
Zdobiony perełkowaniem, wielobarwną emalią drutową i elementami
odlewanymi. Stopa sześciolistna, trzon z nodusem, rozszerzający sie ku
dołowi. Nodus w kształcie kapliczki zdobionej skarpami z pinaklami i
kwiatonami oraz łukami w ośli grzbiet.
W sumie - cudeńko. |

W stałym cyklu "Rzemiosło Artystyczne w Polsce" z przedostatniej
strony A. Sieradzka opisuje ceramiczne kafle i piece. Kafel
z przedstawieniem św. Jerzego walczącego ze smokiem z I połowy XV
wieku posłużył jako tło tej strony.
Piece zaczęły u nas wygrywać z kominkami w
XIII wieku. Początkowo z otwartym paleniskiem na dole, budowane były z kafli
garnkowych, miskowych lub wklęsłych wytwarzanych na kole garncarskim. Od wieku
XV palenisko znalazło się wewnątrz pieca, a kafle, już płytowe, zaczęto
zdobić odciskaniem i glazurą.
Najpiękniejsze są kafle renesansowe z
Wawelu,szliwione ołowiem z cyną i zdobione herbami, arabeskami a nawet
postaciami królów.
Później wymyślono wzór kontynuacyjny,
obiegający cały piec. W czasach rokoka bogato kształtowane białe kafle z
Pomorza malowano w sceny figuralne zgodne z duchem epoki. Neostyle pozwoliły
piecom zakwitnąć we wszystkich możliwych kształtach i kolorach. A na przełomie
XIX i XX wieku secesyjne piece starano się dopasować stylistycznie do wystroju
pokoju.
Niedawno na giełdzie staroci na Kole zakupiłem
sobie neorokokowy szczyt od pieca, który obecnie pełni rolę tympanonu na
drzwiami łazienki. Całkiem nieźle wygląda w tej roli.

I dużo innych pozycji...
|