|
Spotkania z Zabytkami - wrzesień 1997
|
"Gdańsk z biegiem dni" Agaty Błaszczyk to miły tekst o życiu codziennym
w największym mieście Rzeczpospolitej w XVI-XVIII wieku. Rzecz dotyczy najbogatszych
obywateli miasta. Patrycjat był, trzeba to powiedzieć, niemieckojęzyczny, choć z
identyfikacją narodowościową ludzi sprzed 200-400 lat trzeba być ostrożnym.
Dzisiejsze kategorie nijak tu nie pasują - oni czuli się przede wszystkim
Gdańszczanami. Byli to ludzie wysoko wykształceni, często po kilku fakultetach
zagranicznych uczelni. Obyci w świecie, brali z niego to, co najlepsze - a było ich na
to stać!
|
Opis bogatego domu wypada imponująco. Wielka sień, w
której przyjmowano gości, bogata biblioteka, słynne meble gdańskie, zegary, obrazy
najlepszych mistrzów, gobeliny - wszystko to służyło tak wygodzie, jak i olśnieniu
odwiedzających. Komopolityzm miasta znajdował odbicie w strojach - widywało się ubiory
niemieckie, włoskie, holenderskie, duńskie, angielskie. Były też polskie kosztusze.
Tylko niektóre odłamy protestantyzmu wymagały od swoich wyznawców prostoty i
skromności.
Autorka omawia też zwyczaje Gdańszczan. Pito sporo, i to zarówno piwa i wina, jak i
wódki (w tym słynną "złotą wódkę") i likiery. Podstawę wyżywienia
stanowiło mięso i chleb, w dni postne (piątki i środy) jedzono też dużo ryb.
Opis życia dawnego Gdańska, oparty głównie na relacji dyplomaty francuskiego Karola
Ogiera, obejmuje też zabawy i uroczystości. Wybudowano przecież specjalne domy słuące
życiu towarzyskiemu - najsłynniejszy był Dwór Artusa, lecz były też inne, należące
do bractw i gildii kupieckich i stowarzyszeń religijnych.
Styl życia oraz etykę warunkowała praca. Kupiectwo sprzyjało chciwości, pysze i
chytrości lecz jednocześnie protestantyzm wymuszał szacunek dla zdrowych wartości
moralnych, których często brakowało w innych częściach Rzeczpospolitej. |
|
Podlasie kojarzy mi się z miastami, które przestały być miastami. Mnóstwo dobrze
zapowiadających się ośrodków miejskich obumarło w XIX lub nawet już w XX wieku.
Zawirowania polityczne spowodowały, że szlaki handlowe urywały się na ciągle
zmieniających się granicach. Miasta, żyjące przecież z handlu i rzemiosła, spadały
do ragi osad o lokalnym znaczeniu.
Tak stało się również z Miedzną, miejscowości niedaleko Węgrowa. Artykuł Wojciecha
Przybyszewskiego pokrótce opisuje losy ex-miasta, lecz koncentruje się na cudownym
obrazie Matki Bożej Miedzeńskiej z połowy XVII wieku. Mnie zachwyciły zwłaszcza dwie
ramy obrazu, obie z XVIII wieku. Zewnętrzna, rokokowa, zdobiona jest motywami kratki,
puttami i muszlami. |
|
Wincenty Witos urodził się w 1847 roku w przysiółku Dwudniaki we wsi
Wierzchosławice koło Tarnowa. Jego dom rodzinny, który zachował się szczęśliwie do
dzisiaj, to prosta chata chłopska z początku XIX wieku. Ma typowy jednotraktowy układ
domu włościańskiego z tamtych stron: sień, izba, komora i izdebka. Czterospadowy dach
kryty słomą kryje drewniany dom o konstrukcji zrębowej na planie wydłużonego
prostokąta.
Dom od lat siedemdziesiątych, po wykupieniu przez rodzinę Witosa, pełni funkcje
muzealne. Po podwórku nie walają się więc, tak jak w wielu obejściach wiejskich,
stare opony i części samochodowe, nie ma gnojówki i rośnie ładna trawa. Pozwala to
zobaczyć dom w całym jego pięknie wynikającym z prostoty. Jakim cudem - zawsze mnie to
zadziwia - niewykształceni przecież ludzie znali się na zasadach harmonii i
proporcjach?!
Artykuł "Witosa dom rodzinny" S. Grzelachowskiego. |
|
W cyklu "Mazowiecki Szlak Krajobrazowy" tym razem o Ciechanowie. Lechosław
Herz opisuje początki miasta i jego historię. Założycielem miasta był podobno niejaki
Ciechon, jest nawet jego pomnik w parku miejskim. Problem w tym, że nie wiadomo, czy
istniał on naprawdę, choć wersję tę potwierdzają topomastycy zmieniając tylko imię
na Ciechan.
Gród na Farskiej Górze nad Łydynką zbudowano już w VII wieku, sztucznie
podwyższając szczyt wzniesiena. Miejscowe plemię, którego Ciechanów był stolicą,
musiło ulec potężniejszym Piastom. Od XIII wieku była tu siedziba kasztelanii
broniącej Mazowsze przed najazdami Jaćwingów, Prusów i Litwinów. Ci wreszcie,
prowadzeni przez Olgierda, spalili gród do cna w 1337 roku.
Sto lat później książę Janusz I funduje drugi, ceglany już zamek, zbudowany przez
mistrza Niklosa pośród mokradeł nadrzecznych. Po otruciu ostatnich naszych książąt
Jagiellonowie zagarnęli Mazowsze, a zamek ciechanowski przekazali królowej Bonie. Gdy
wyjechała ona do Bari, zaczął się stopniowy upadek zamku. Szwedzi też mu nie
darowali, obracając, jak tyle innych, w ruinę. W tym stanie dotrwał do dzisiaj
dowodząc solidności swojej konstrukcji.
Najstarszą budowlą Ciechanowa jest fara miejska, rozpoczęta w 1353 roku z fundacji
księcia Siemowita III. Długo budowany, kilkakrotnie niszczony (Szwedzi!), swój obecny
kształt zawdzięcza również Stefanowi Szyllerowi (temu od Gmachu Głównego PW). "Upiększył" on
całość robiąc gotycki kościół jeszcze bardziej gotyckim. Jego wizji nie można za
to odmówić malowniczości. |
|
Lubartów, dawny Lewartów, lokowany w 1543 roku przez Piotra Firleja opisuje Beata
Purc-Stępniak. Rozpoczyna od genezy nazwy miasta: ma ona pochodzić od dwu leopardów w
koronach wspartych o drzewo na herbie Firleja. Ja słyszałem wersję mówiącą o
litewskim kniaziu Lubarcie z rodu Giedyminowiczów. O, właśnie doczytałem w następnym
akapicie, że tę dzisiejszą nazwę wprowadził dopiero książę Paweł Sanguszko,
który ród swój wyprowadzał właśnie od tego syna Giedymina.
|
|
Syn Piotra, Mikołaj, jako gorliwy kalwin zrobił z miasta polską Navarrę - jedno z
centrów protestantyzmu w Rzeczpospolitej. Liceum, założone jeszcze przez ojca, Mikołaj
uczynił prawie uniwersytetem. Skromny dwór alkierzowy zamienił na pałac z ogrodem w
stylu włoskim. |
Kolejnymi właścicielami majątku byli, między innymi, Zasławscy, Wiśniowieccy i, w
końcu XVII wieku, Sanguszkowie kowelscy. Książę Paweł Karol uczynił z miasta swoją
rezydencję. W latach 30-tych XVIII wieku Włoch Paweł Fontana rozpoczął serię
przebudowań pałacu, trwającą na dobrą sprawę przez stulecie. Efekt widoczny jest na
zdjęciach, z których prawe prezentuje stan budynku po pożarze w 1933 roku, który
strawił całe wnętrze. Fontana dobudował jedno piętro, dodał oficyny-łazienki oraz
otoczył całość ogrodzeniem zdobionym rze?ami królów. Były trzy bramy, most
zwodzony, wieża bramna z zegarem oraz siedmiokilmetrowa aleja lipowa. Synowie księcia
zmienili wystrój zgodnie modą epoki i wybudowali salę bilardową, teatr i biliotekę ze
spiralnie wznoszącą się podłogą. W ogrodzie dodano galerię z rze?bami. Najbardziej
reprezentacyjna była sień z z dwubiegowymi schodami dębowymi zdobionymi posągami
gigantów. Podobieństwo do klatek schodowych pałaców w Radzyniu Podlaskim i
Białymstoku wskazuje na projekt Jana Chryzostoma Redlera z Puław. Bogactwo rezydencji
miało dowodzić potęgi jednego z najbogatszych rodów w Polsce. Karol Sanguszko w
1823 roku sprzedał posiadłość swej siostrze Klementynie Małachowskiej. Ta miała
wielkie plany modernizacyjne i zniszczyła dotychczasowy wystrój pałacu. Niestety,
wybuchło Powstanie Listopadowe i Małachowska nie zdołała zrealizować swych zamiarów.
Pałac utracił więc swój splendor nie zyskując nic w zamian.
Kolejni właściciele to Łubieńscy, Bank Polski, Mycielscy oraz Grabowscy. Wielki
pożar z 1933 roku (patrz zdjęcie) oraz wojna zruinowały
pałac do reszty. Od 1947 roku trwa odbudowa w stylu Sanguszków, lecz obecni lokatorzy -
przeróżne urzędy - nie potrzebują tak bogatego wystroju wnętrz i ograniczono się
tylko do rekonstrukcji kształtu zewnętrznego budowli. |
|
Zarząd dóbr łańcuckich mieścił się w klasycystycznym dworku zaprojektownym i
wystawionym w roku 1830 przez Ludwika Bogochwalskiego. Od trzech lat, po renowacji dworku,
ulokowało się tu muzeum gorzelnictwa. Powód jest oczywisty - tradycja pędzenia
alkoholi w Łańcucie sięga końca XVIII wieku, gdy Lubomirscy postanowili produkować tu
okowitę. Produkcja różnych trunków trwa tu do tej pory - autor artykułu "Rosolis
hrabiego Alfreda" Tomasz Dwernicki wymienia alasz, CK Vodkę, likiery. Niestety,
muzeum zdaje się nie proponuje zwiedzania połączonego z degustacją. W sklepie firmowym
natomiast można nabyć sobie rosolis - likier produkowany według oryginalnej receptury
Potockich. Ja nabyłem i nie żałuję. |
|
Przy okazji wykonania kopii słynnej pateny w darze dla Jana Pawła II
pielgrzymującego do Polski w tym roku, Anna Woźniak i Wojciech Jakubowski (współautor
kopii) przypominają losy słynnego zabytku.
Patena wykonana została w Polsce (Ląd) lub Nadrenii, jak chcą niektórzy historycy
sztuki, przez mistrza Konrada. Komplet składający się z opisywanej patery i zaginionego
niestety kielicha ufundował Mieszko III Stary dla opactwa w Lądzie. Awers pateny
przedstawia Ukrzyżowanie, Zwiastowanie z unikalnym motywem wręczania Marii listu od
Ducha Świętego oraz popiersia św. Pawła, Habakuka i Izajasza. Na rewersie - scena
wręczenia daru przez Duxa Mesico dla Abbasa Simona oraz postać św. Mikołaja biskupa.
Poniżej pierwszy autoportret w szuce polskiej - mistrza Konrada, który był widać dumny
ze swego dzieła.
Artykuł jest fascynujący. Po pierwsze, nieczęsto można czytać uwagi kogoś tak
dogłębnie znającego zabytek. Przypomniało mi to wspomnienia słynnego florenckiego
złotnika Celliniego publikowane w "Spotkaniach" kilka lat temu. Po drugie, jest
tam kilka uwag które w pełni podzielam, lub które mnie zaskoczyły: a to o kiczu
panującym w dzisiejszych kościołach (jako kontrast do patery), a to o niknących w
tajemniczy sposób z kościelnych inwentarzy najcenniejszych zabytkach! Coś z tym trzeba
zrobić, i to szybko! Ujęła mnie też skromność złotnika przepraszającego twórcę
oryginału za umieszczenie swojego gmerku na kopii. |
|
"Skansen czyli szańce" Małgorzaty Drożdz-Szczybury to arkykuł o
początkach muzeów na wolnym powietrzu. Pierwszy raz tego typu ekspozycję zorganizowano
w ramach wystaw przemysłowych w Paryżu w 1867 i w Wiedniu w 1873 roku. Pod wpływem tych
wydarzeń szwedzcy muzealnicy wpadli na pomysł tego, co nazywamy dziś skansenem. W 1885
roku Artur Hazelius zakupił pierwszy obiekt - zagrodę z Mora z XV w. - a w 1891 otwarto
stałą ekspozycję na sztokholmskiej wyspie Djurgarden na terenach dawnych szańców.
Stąd poszła nazwa dla całego nowego działu muzealnictwa. Dziś jest tam 150 obiektów,
od zagrody typu loft z Telemarku z XIV (na zdjęciu), do
obiektów z początku XX wieku.
Bardzo bogaty jest program imprez ogranizowanych w skansenie. Podczas tych uroczystości
odtwarza się dawne ceremonie i rytuały, piecze się chleb, plecie wieńce itp. Program
ten od początku powiązany jest z programem edukacyjnym szkół, które przyprowadzają
tu swoich uczniów. I jakby przy okazji działalność ta przynosi spore zyski.
Zobacz moją stronę skansenową! |
|
Joanna Paprocka-Gajek opisuje pewien stół z Muzeum Narodowego w Warszawie. Jest to
drewniany obiekt, w całości obity platerowaną i bogato zdobioną blachą. Powstał on w
zakładzie Józefa Frageta w 1840 roku jako prezentacja możliwości firmy na wystawie
przemysłowej w Warszawie w roku następnym. Stół robi wrażenie mebla z litego srebra.
Zakład, założony w 1924 roku przez braci Alfonsa i Józefa Fragetów miał siedzibę
przy ulicy Jasnej, później przeniósł się do pałacu Łubieńskich. Wysoki poziom
artystyczny i rzemieślniczy powodował, że jego wyroby są cenione do dzisiaj.
Prezentacja na wystawie warszawskiej wypadła widać korzystnie, skoro mebel trafił do
Belwederu i Białego Domku w Łazienkach. Prezentuje się doskonale i teraz: blat zdobiony
grawerunkiem, misterne ozdoby cynowe na nodze. Pasowałby do mojego przedpokoju. |
|