|
Spotkania z Zabytkami -
październik 1997
Profesor Tadeusz Chrzanowski, który jest autorem tekstu "O konserwatorach i
społeczeństwie", publikuje go w "Spotkaniach" już drugi raz. Redakcja
zdecydowała się na taki zabieg, gdyż tezy tam przedstawione niestety nic nie straciły
na aktualności. Łatwo domyślicie się, że nie są one zbyt wesołe!
Na zachętę podaję parę detali z tego tekstu. Oto niejaki Jan Karol Sas Zubrzycki,
architekt, który ma nawet ulicę swojego imienia w Gliwicach, na początku naszego wieku
pieczołowicie dokumentował drewniane kocioły Galicji, wydawał uczone rozprawy na ich
temat, po czym burzył je aby zrobić miejsce dla swoich neostylowych "katedr".
Pozytywny przykład to twórczość Józefa Edwarda Dutkiewicza, który nie uciekał przed
trudnymi decyzjami konserwatorskimi uzupełniając np. wnętrze fary w Olkuszu o własne
stylowe malowidła, przenosił oryginały, a wszystko to z dużym poczuciem estetyki.
Najdziwniejszy jest fakt, że Pinzel objawił się nagle, jako w pełni ukształtowany
twórca najyższej klasy. Równie dobrze czuł się w rzeźbie kamiennej i drewnianej.
Nigdzie nie odnotowano dat jego narodzin i śmierci; nie znamy nawet jego imienia! A jego
sztuka przemawia bardzo mocno, nawiązując do, obecnych przecież na Kresach, wzorców
bizantyjskich z całą ich monumentalnością.
Jak zwykle w cyklu "Spotkania na Wschodzie" druga część artykułu to katalog
strat. Autor wylicza ukradzione obrazy i rzeźby; aż dziw, że zachowała się miedziana
blacha na kopule! A przed kościołem nowi gospodarze postawili koślawą bramkę do gry w
piłkę...
|
Ogrody według idei Le Notre'a nie były niegdyś w Polsce rzadkością. Iwona
Huminiecka opisuje jeden z niewielu zachowanych - w Posadowie koło Poznania. W tej
siedzibie rycerskiego rodu Wezenborgów, Ostrorogów, Rozbickich i Pawłowskich znajduje
się park, zaprojektowany być może przez ucznia wielkiego Le Notre'a Le Blonda w roku
1759 na zlecenie Józefa Kurzbok-Łąckiego. |
Ma on powierzchnię 10 ha i oprócz części barokowej jest w nim też założenie
krajobrazowe. Tarasowa konstrukcja ogrodu odsłania piękne perspektywy, a punktem
centralnym jest neorenesansowy pałac wzniesiony na miejscu dawniejszych budowli. Na osi
pałacu znajduje się staw z kanałami doprowadzającymi wodę.
Park ma formę wydłużonego prostokąta ujętego w szpalery grabowo-lipowe, a
najciekawszymi roślinami są 240-letnie cisy zasadzone na tarasach podczas formowania
ogrodu.
W 1946 roku pałac z parkiem od Janusza Tyszkiewicza przejęła Państwowa Stadnina Koni.
Obiekt jest w dobrym stanie choć wymaga starannej opieki.
|
Radzyń Podlaski, dawniej Kozirynek. Własność królewska (XV w.), potem
Mniszchów (1534), Szczuków i Potockich (1741). Jedna z najpiękniejszych rezydencji
rokokowych w Polsce. Tam dopiero czuje się dawne bogactwo Rzeczpospolitej!
Wojciech Gil opisuje tę siedzibę magnacką, która w dzisiejszym kształcie jest
dziełem Augustyna Locci (tego od Wilanowa) i Jakuba Fontany. Całość ma kształt
podkowy z obszernym dziedzińcem. Szkrzydła boczne, w których znajdują się bramy,
zdobione są wieżami o bogatych hełmach. Niestety nie zachowało się wnętrze pałacu,
zniszczone podczas bombardowania (brunatni czy czerwoni?).
Imponujący jest również park w stylu francuskim, obecnie zrekonstruowany, z wieloma
pomnikowymi drzewami. W tymże ogrodzie znajduje się budynek oranżerii autorstwa
Fontany. Warto pojechać do Radzynia choćby dla obejrzenia tej budowli - piękne
proporcje, znakomity zespół rzeźb (Jan Chryzostom Redler). |
|
Ciekawy artykuł ks. Jana Niesieckiego opowiadający o konserwacji pomnika z
sercami Branickich w kościele Wniebowzięcia NMP w Białymstoku. Obiekt powstał w 1711
roku dla Katarzyny z Sapiechów Branickiej i jej męża Stefana Mikołaja Branickiego,
wojewody podlaskiego. Ksiądz Niesiecki barwnie opisuje rytuał pogrzebowy serc magnackiej
pary i historię powstania pomnika. Autorem był prawdopodobnie Kacper Bażanka, a wzorem
twórczość Berniniego i pomnik Radziejowskiego z Św. Krzyża w Warszawie. Syn zmarłego
trochę przekształcił nagrobek, zatrudniając architekta Jana Henryka Klemma i Jana
Chryzostoma Redlera (znowu! bardzo czynny na Podlasiu).
Ciekawa jest sama historia konserwacji obiektu, odtwarzanego na podstawie XIX-wiecznych
rycin. Ale po szczegóły odsyłam Was do "Spotkań". |
|
Arytuł Anny Szkurłat wywołał falę wspomnień! San Gimignano to jedno z moich
ulubionych miejsc. Małe miasteczko na toskańskim wzgórzu, do którego chętnie
wracałbym co roku... |
Jest to taki średniowieczny Manhattan - miasteczko posiadało 72 obronne wieże, z
których pozostało 14. Każda rodzina, zajmujšca dom w miecie, starała się wystawić
wieżę wyższą niż sąsiedzi. Nie mogły być one być wyższe niż wieża Podesty -
Rognoza (XIII w. - 51 m), lecz rycerskie rody omijały ten zakaz budujšc dwie niższe
wieże. Prócz wież szczególnym znakiem San Gimignano są freski oraz wszechobecne
wyroby z alabastru. Całe miasto pełne jest warsztatów i sklepików oferujących
figurki, puzderka i popielniczki. Wysokiej klasy freski znjadziesz natomiast w katedrze.
San Gimignano ma rzymski rodowód, a dzisiejszy kształt miasta pochodzi z XII-XIV wieku.
Późniejsze lata nie były tak łaskawe, nie było więc (na szczęście dla nas) dosyć
pieniędzy na przebudowy. Miasto zaplątało się w walki frakcji gibelinów i gwelfów, a
od wieku XVI dominowała tu Florencja i Medyceusze.
Z San Gimignano właśnie pochodzi doradca Kazimierza Jagiellończyka Filippo Buonaccorsi.
Innym śladem San Gimignano w Polsce jest niezła panorama miasteczka eksponowana w
Pałacu Myślewickim w Łazienkach.
Małgorzata Drożdż-Szczybura opisuje pewną wieś rzeszowska, która stara się
zachować swój charakter i dziedzictwo. Dokładniejszy opis znajdzie się na mojej stronie poświęconej skansenom.
|